Cały czas jesteśmy o krok za tym, czego oczekują rynki

Tomasz Bielecki, Gazeta Wyborcza, 24.09.2011

Interview

Link to original interview


Europejskie elity jeszcze cztery-pięć miesięcy temu nie wierzyły, że w tym kryzysie idzie o przetrwanie euro, a nie o peryferyjne kłopoty Grecji czy Portugalii. To się zmieniło i jest zgoda, że odpowiedzią na kryzys jest "więcej Europy" - mówi Janis A. Emmanouilidis z European Policy Centre.

Tomasz Bielecki: Dlaczego Europa tak kiepsko radzi sobie z kryzysem?

Janis A. Emmanouilidis: Jeśli spojrzeć na ostatnie 20 miesięcy kryzysu zadłużeniowego, to widać jasno, że Unia Europejska najbardziej zawaliła pierwsze trzy-cztery miesiące 2010 r. Gdyby pomoc dla Grecji z maja 2010 r. uzgodniono wcześniej, koszt wychodzenia z kryzysu byłby o wiele mniejszy.

Ten kryzys zaatakował jednak fundamenty Unii Walutowej oraz całej Unii Europejskiej, a skala tego ataku zdecydowanie nas przerosła. Walka z nim jest tak trudna, bo kosztowna dla wszystkich - cenę muszą płacić zarówno słabsi, przymuszeni do bolesnych wyrzeczeń (jak Grecy czy Portugalczycy), jak i silniejsi, wykładający pieniądze na pomoc dla Aten i Lizbony (jak Niemcy i Holendrzy). Co więcej, i słabsi, i silniejsi muszą rezygnować z pewnych reguł, które politycy obiecywali swym obywatelom. Na Północy przy wchodzeniu do Unii Walutowej obiecywano, że nie będzie przelewów budżetowych dla biedniejszych krajów.

Bielecki: Niemiecki trybunał konstytucyjny potwierdził przed paru dniami, że udział Berlina w tych pożyczkach ratunkowych nie łamie konstytucji. A to właśnie te obawy tak spowalniały prace nad pierwszym pakietem dla Grecji.

Emmanouilidis: Na przełomie kwietnia i maja 2010 r. kanclerz Angela Merkel wreszcie zrozumiała, że to nie jest zwykły kryzys pojedynczego peryferyjnego kraju euro, że nad innymi krajami wisi groźba efektu domina. Od tej chwili przestałem krytykować rząd Niemiec. Niestety, kryzys był już wtedy jak kula śniegowa, której do dziś nie udało się wyhamować.

Sposób działania Unii Europejskiej sprawia, że cały czas jesteśmy o krok za tym, czego oczekują rynki finansowe. Reagujemy dopiero, kiedy samochód uderzył w mur i nawet trudno jednoznacznie znaleźć tu jakiegoś winnego. Najpierw trzeba wypracować receptę, potem uzgadniają ją przywódcy, potem trzeba to jakoś wpisać w Unię 27 krajów członkowskich, choć decyduje głównie tylko 17. Następnie zakomunikować opinii publicznej i w niektórych krajach uzyskać zgodę parlamentu krajowego. To trwa, a w tym czasie kula śniegowa toczy się i toczy.

Bielecki: Jesteśmy o co najmniej krok za oczekiwaniami rynków, a jednocześnie wyprzedzamy to, na co gotowa jest opinia publiczna. Czy Europejczycy się nie zbuntują?

Emmanouilidis: Bruksela na początku nie doceniała społecznego, politycznego kosztu walki z kryzysem. Liczono deficyty - ile ma ściąć Grecja, ile wyłożyć Holandia bez zważania, czy nie wywoła to oporu społecznego. Sytuację pogarsza fakt, że mamy także kryzys elit politycznych, które straciły zaufanie w wielu krajach UE, bo nie mówiły prawdy o gospodarce, nie uchroniły społeczeństw przed kryzysem. To uderza w rządy narodowe, i szczególnie w Brukselę, bo UE nawet wcześniej była często postrzegana w Europie jako elitarystyczny, eurokratyczny projekt.

Bielecki: Jak to uzdrowić?

Emmanouilidis: To trudne, bo obecnych wydarzeń nie potrafią jednoznacznie objaśnić nawet najlepsi eksperci. A kiedy o kryzys spierają się profesorowie ekonomii, to jak politycy mają prosto wyjaśniać wyborcom, o co chodzi? Ale nie ma rady. Społeczeństwa muszą wiedzieć, przed jakim stoją wyborem w kryzysie, co im grozi. Inaczej obecny deficyt demokracji pogłębi nieufność, niechęć wobec polityków i w Europie może stać się groźnie.

Przykład? Trzeba już dziś szczerze ostrzegać, że daliśmy Grecji trochę oddechu, ale niewykluczone, że program nie wypali i kiedyś grecki dług będzie potrzebować wielkiej restrukturyzacji. A ponieważ wierzycielami Grecji będą wtedy głównie kraje euro, fundusz pomocowy i EBC, to za tę restrukturyzację zapłacą niemieccy, francuscy, holenderscy podatnicy. Trzeba ich już dziś do tego przygotowywać.

Kolejna sprawa to potrzeba silnego przywództwa, stawiania jasnych wizji, które mogą przekonać wyborców. Kiedy Angela Merkel i Nicolas Sarkozy nie potrafią się porozumieć, to cała Europa jęczy nad brakiem przywództwa. Kiedy wreszcie wspólnie coś proponują w sprawie euro, to są krytykowani za francusko-niemiecki dyktat.

Bielecki: Euroland płaci już dziesiątki miliardów dla Grecji, Portugalii, Irlandii, a latem cień padł znów na Hiszpanię i w tarapaty wpadły Włochy. Uda się zatrzymać tę lawinę?

Emmanouilidis: Myślę, że sytuacja jest dziś lepsza niż przed wakacjami. Szczyt strefy euro z 21 lipca, który prócz drugiego pakietu dla Grecji zgodził się na wzmocnienie funduszu ratunkowego EFSF, to wielka sprawa. Jeszcze tydzień przed tym szczytem nadzieje na takie decyzje wydawały się nierealistyczne. To dla mnie dowód, że przywódcy strefy euro są gotowi do odważnych decyzji, choć tej śmiałości tak bardzo zabrakło im w pierwszym kwartale 2010 r.

Poza tym wśród politycznych, eksperckich, intelektualnych elit krajów UE wreszcie jest powszechna świadomość, że teraz idzie o przetrwanie wspólnej waluty, czyli w konsekwencji całej Unii Europejskiej jako projektu politycznego. A skoro jest taka świadomość, to będzie wola użycia wszystkich instrumentów potrzebnych do uratowania euro.

Bielecki: Świadomość, że Europa ma nóż na gardle, działa nie dość mocno w Grecji czy we Włoszech...

Emmanouilidis: Nie mówię, że kłopoty się skończyły. Widzieliśmy, jak Silvio Berlusconi potrafi spierać się z ministrem finansów, strasząc przy tym rynki. A w Grecji też jest bardzo trudno - z jednej strony kłopot z wdrażaniem reform, z drugiej - ludzie są coraz bardziej zmęczeni, a nawet rozgniewani i na polityków, i na cięcia.

Czeka nas jeszcze wiele sztormów, ale uważam, że ogólna sytuacja strefy euro oraz UE za rok będzie lepsza niż dzisiaj. Bo wreszcie rządzący zrozumieli, że chodzi o los wszystkich, a nie tylko peryferiów Europy. I że odpowiedzią na kryzys jest "więcej Europy", choć nie wiemy dziś, czy to będzie wzmocnienie Komisji Europejskiej i innych istniejących euroinstytucji, czy też droga porozumień międzyrządowych, co wywoła protesty unijnych federalistów.

Bielecki: Jean-Claude Trichet zaproponował powołanie ministerstwa finansów strefy euro, które mogłoby blokować złe decyzje finansowe krajów UE.

Emmanouilidis: Jestem pół Grekiem, pół Niemcem, i to być może pomaga mi dostrzegać wrażliwość unijnej Północy i Południa. Kiedy więc przeczytałem to czerwcowe przemówienie szefa EBC, było dla mnie jasne, że niestety chodzi tylko o unijny kij na kraje z deficytem. Zresztą w tę stronę poszły potem inne propozycje, w tym ostatni pomysł premiera Holandii o komisarzu UE ds. dyscypliny budżetowej.

A przecież ów przyszły minister finansów eurolandu powinien być ministrem dla wszystkich krajów euro. Nie tylko dyktować redukcję deficytu, ale też badać, czy w innych krajach euro płace nie rosną zbyt wolno i czy nie powinny one pobudzać popytu wewnętrznego dla przywrócenia równowagi makroekonomicznej w strefie [to postulat części ekonomistów wobec Niemiec].

Bielecki: Doczekamy się euroobligacji?

Emmanouilidis: Emisja długu gwarantowanego wspólnie przez wszystkie kraje euro jest teraz przedstawiana jako cudowny środek na kryzys. To nieprawda. Wprawdzie euroobligacje to świetny pomysł i w przyszłości mogą stać się jednym z najważniejszych filarów eurolandu, ale nie można o nich mówić bez jednoczesnej dyskusji o przyszłym zarządzaniu gospodarczym w strefie euro.

Najpopularniejszy projekt euroobligacji przewiduje, że wspólne gwarancje obligacji krajów euro obejmowałyby dług do 60 proc. PKB. Czy po kilku latach nie pojawią się naciski na zmianę? Jeśli może być 60 proc., to dlaczego nie 65 czy 70 proc. PKB? Euroobligacje muszą być wbudowane w nowy system - czy to z ministrem finansów strefy euro, czy z mister euro, czy innym mechanizmem koordynacji. Mówi się coraz częściej, że trzeba do tego zmiany traktatu UE. To może być koszmarnie żmudna droga.

Niemcy i Francja na razie odrzucają pomysł euroobligacji. Berlin straszy kosztami dla Niemiec, ale trzeba też zapytać, ile można zarobić na wcześniejszym ugaszeniu kryzysu dzięki euroobligacjom. Myślę, że wcześniej niż później euroland zgodzi się na jakąś formę wspólnej gwarancji części długu.

For the entire article see here.

Latest media contributions

Κατευθείαν στα βαθιά η φον ντερ Λάιεν
Quotes, Kathimerini (GR), 21.07.2019

"Das sollte die Warnlampen angehen lassen"
Quotes, Tagesspiegel (GER), 19.07.2019

Neue Chance für Spitzenkandidaten
Quotes, Wiener Zeitung, 18.07.2019

„Rede vor dem Parlament war entscheidend“
Interview, AufRuhr, 17.07.2019

Warum der SPD-Widerstand von der Leyen zusätzliche Stimmen bescheren könnte
Interview, Dresdner Neueste Nachrichten (DNN), 16.07.2019

Warum das EU-Parlament für Ursula von der Leyen stimmen sollte
Quotes, Frankfurter Rundschau, 16.07.2019

First Woman Chosen for Top E.U. Job Wins Confirmation
Quotes, New York Times, 16.07.2019

Setzt sich von der Leyen in Brüssel durch?
Talkshow, NDR Info Redezeit, 16.07.2019

Merkel’s Ally Pushes for Last-Minute Votes to Take Top EU Job
Quotes, Bloomberg, 15.07.2019

Von der Leyen kämpft um den Kommissionspräsidentenposten
Quotes/Interview, ORF ZIB 2, 15.07.2019


Media